Współpraca Polski i Niemiec w obszarze Ostpolitik została wstrząśnięta przez rolę Niemiec w negocjacjach z Rosją dot. Ukrainy.

Podczas, gdy Niemcy przejmują przewodnictwo w staraniach Unii Europejskiej na rzecz rozwiązania kryzysu ukraińskiego, Polska kwestionuje motywacje i strategie stojące za nową dyplomatyczną aktywnością Berlina. Inicjatywy niemieckiego ministra spraw zagranicznych Franka Waltera Steinmeiera i kanclerz Angeli Merkel są obserwowane z dużą uwagą w Warszawie - i często z mieszanymi uczuciami. Czy Berlin próbuje zawrzeć kompromis z Rosją na warunkach Moskwy ignorując żywotne interesy Kijowa? A ponieważ Polska jest coraz bardziej poza procesem rozwiązywania tego konfliktu, czy współpraca Berlin-Warszawa w obszarze Ostpolitik UE została zerwana?

Polska była, wraz z Francją i Niemcami, jednym z krajów, które przyczyniły się do zmian politycznych na Ukrainie w lutym. Od tego czasu, Warszawa odegrała kluczową rolę w formowaniu odważniejszej reakcji UE na agresję Rosji oraz w dostarczaniu znaczącej pomocy dla ukraińskiego rządu.

Jednak wraz z nasileniem konfliktu, Warszawa stała się mniej widoczna, jako aktor w zajmującej się kryzysem dyplomacji. Polski minister spraw zagranicznych Radek Sikorski nie został zaproszony do grona jego odpowiedników z Niemiec, Francji, Rosji i Ukrainy w negocjacjach w sprawie rozwiązania konfliktu, które odbyły się w Berlinie na początku lipca i na początku sierpnia. Przed tym jak prezydent Ukrainy Petro Poroszenko i prezydent Rosji Władimir Putin zgodzili się na spotkanie podczas szczytu Unii Celnej w Mińsku 26 sierpnia, pojawił się pomysł zorganizowania kolejnego spotkania na wysokim szczeblu w formacie "normandyjskim" z Francją, Niemcami, Rosją i Ukrainą. Spotkanie obejmowałoby Merkel i prezydenta Francji François Hollande - ale nie polskiego premiera Donalda Tuska.

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych bagatelizowało pominięcie Tuska w negocjacjach. Ale w Polsce wiele mediów i członków opozycji wyraziło krytykę dotyczącą "wyłączenia" Polski z rozmów pokojowych i "porażki" polskiej dyplomacji.

Czego chcą Niemcy

Mając konflikt na Ukrainie, któremu grozi wymknięcie się spod kontroli, Berlin desperacko szuka politycznego rozwiązania. Rozumowanie niemieckiego rządu wydaje się być kształtowane przez kilka obserwacji i przekonań.

Po pierwsze, rząd niemiecki widzi obecnie, że konflikt nie zostanie rozwiązany za pomocą środków wojskowych. Nie dalej jak kilka tygodni temu, wszystko wyglądało nieco inaczej. Armia ukraińska zdobywała sukcesy spychając rebeliantów. Źródła w Kijowie optymistycznie zasygnalizowały, że koniec dla separatyzmu Wschodniej Ukrainy nadejdzie w ciągu kilku dni, a nie miesięcy. Jednak rząd Ukrainy przecenił zarówno własne zdolności i determinację Rosji w popieraniu separatystycznych republik w Doniecku i Ługańsku. Moskwa nadal zaprzecza, że ma pełną kontrolę nad separatystami, ale zaczęła mniej lub bardziej otwarcie dostarczać dla nich sprzęt wojskowy. Oznacza to, że jest mało prawdopodobne by separatyści złożyli broń tak łatwo, jak rząd centralny miał nadzieję.

Berlin jest również świadomy, że gdy tylko konflikt ulegnie eskalacji, rola Niemiec jako mediatora zdezaktualizuje się i Berlin będzie musiał opowiedzieć się po jednej ze stron. Niemiecki rząd chce uniknąć tego (prawie) za każdą cenę. Ale jest bardzo możliwe, że tak dokładnie się stanie. Biorąc pod uwagę polityczną dynamikę wewnątrz Ukrainy i Rosji, żadna ze stron nie jest skłonna poczynić ustępstwa, ponieważ rezygnacja pociąga za sobą rozwiązanie o sumie zerowej w zbuntowanych regionach. Odmowa na rzecz ustępstw może prowadzić do otwartej wojny, a konsekwencje dla Niemiec i UE byłyby nieprzewidywalne.

Berlin uważa również, że opcja wyjścia z kryzysu powinna być otwarta dla Putina, ponieważ, jak wielu komentatorów stwierdziło "ofiara zepchnięta do narożnika jest nieprzewidywalna". Niemcy uważają, że pod presją sankcji Zachodu i ze strony rosyjskiego nacjonalizmu (napędzanego z pewnością przez propagandę Putina), rosyjski prezydent stał się więźniem własnej polityki. Jednym z głównych celów "normandyjskiego formatu" rozmów wydaje się zbadanie możliwości, za pomocą których rosyjski przywódca mógłby zachować twarz.

Wyniki tych starań są niestety frustrujące: Moskwa nie jest gotowa do kompromisu, ale zamiast tego nadal chce spełnienia swoich żądań. Wciąż liczy, że zachowa wpływy na Ukrainie poprzez "zamrożenie" konfliktu we Wschodniej Ukrainie lub poprzez wyegzekwowanie ustępstw od Kijowa w formie federalizacji Ukrainy. Federalizacja pozwoliłaby Moskwie, za pośrednictwem swoich przedstawicieli we Wschodniej Ukrainie, wywierać wpływ na wewnętrzne sprawy ukraińskiego państwa.

Do niedawna obawy, że Niemcy będą dążyć do federalizacji na rosyjskich warunkach wydawały się być uzasadnione. A niepewność, czy ​​Berlin może poprzeć kompromis sprzyjający Rosji jest nadal wzmacniania przez czołowych niemieckich polityków, takich jak wicekanlcerz Sigmar Gabriel, który nawoływał Ukrainę do federalizacji kraju w celu dostosowania się do rosyjskojęzycznej mniejszości na wschodzie.

Jednak obecnie wygląda na mniej prawdopodobne, że Niemcy chcą zaprojektować taki kompromis. Konkluzja wizyty Merkel z końca sierpnia w Kijowie wskazuje, że jakiekolwiek rozwiązanie konfliktu musiałyby respektować suwerenność i integralność terytorialną Ukrainy. Berlin sygnalizuje, że nie będzie powrotu do scenariusza „business as usual" (z ang. „wszystko po staremu”) z Moskwą przed znalezieniem trwałego rozwiązania kryzysu.

Co najważniejsze, polskie źródła dyplomatyczne potwierdzają, że nic nie wskazuje, że Berlin chciałby naciskać na ukraińską armię by przekonać ją do zaakceptowania warunku Rosji dotyczącej federalizacji w zamian za zawieszenie broni. Wydaje się, że nawet sam Berlin porzucił pomysł, że federalizacja na warunkach rosyjskich byłaby opłacalną lub pożądaną opcją.

Osłabiona polsko-niemiecka współpraca

Rozczarowanie, co do perspektyw  na kompromis z Rosją wydaje się być znacznie głębsze w Berlinie niż sugerują to oficjalne oświadczenia Steinmeiera i Merkel. Polityka Niemiec wobec Ukrainy jest kierowana nie przez naiwność ani cynizm; raczej jest ukształtowana przez pogłębiające się poczucie bezradności. Oczywiście, bezradność w żadnym wypadku nie dodaje otuchy, zważywszy na rolę Niemiec w kształtowaniu polityki UE. Ale to wyjaśnia, dlaczego Warszawa nie jest poważnie podejrzliwa wobec ostatnich dyplomatycznych starań Berlina, mimo że nie żywi wobec nich szczególnej sympatii ani nadziei.

Nie jest tajemnicą, że "format normandyjski" jest jedynym do zaakceptowania przez Moskwę i nie jest wcale takie oczywiste, że udział Polski doprowadziłby do istotnej różnicy w wynikach negocjacji. Berlin zapewnił, że będzie przekazywał sprawozdania z rozmów swoim partnerom, w tym Polsce. I podczas gdy Sikorski był krytykowany przez opozycję za jego "porażkę" związaną z byciem poza rozmowami, krytyka była prawdopodobnie jeszcze bardziej katastrofalna, jeśli miałby spotkania z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem, które nie dałyby rezultatów. Zatem, "wyłączenie" z negocjacji nie jest chyba tak złe dla polskiej administracji.

To nie znaczy jednak, że kryzys ukraiński nie rzuca cienia na polsko-niemiecką współpracę w zakresie Ostpolitik. Warszawa jest przekonana, że jedną z przyczyn obecnej złej sytuacji jest niepowodzenie Berlina wynikające z braku szybszej i pewniejszej reakcji w konfrontacji z Rosją we wczesnej fazie kryzysu. Polska nie jest także zadowolona z niemieckiego nacisku na pełne poszanowanie Aktu Stanowiącego o stosunkach NATO-Rosja z 1997 roku, ani z opozycji Niemiec wobec rozmieszczenia wojsk NATO w Europie Środkowej i Wschodniej. Według jednego z polskich dyplomatów, stanowisko Niemiec podniosło wątpliwości, co do tego, czy w sferze bezpieczeństwa i wojskowości Berlin "szanuje bardziej interesy Rosji czy potrzebę zabezpieczenia sąsiadów i sojuszników".

Szczyt NATO, który odbędzie się w dniach 4-5 września w Newport prawdopodobnie zakończy spór między Polską i Niemcami na pewien czas. Niemniej jednak szanse na rozwiązanie kryzysu ukraińskiego w krótkim lub średnim okresie są bardzo nikłe i długotrwały, zamrożony konflikt wydaje się najbardziej prawdopodobnym rezultatem. W tym scenariuszu, Polska i Niemcy będą musiały pokazać determinację i długoterminowe zaangażowanie we wspieraniu Kijowa i jego europejskiego wyboru. Polsko-niemiecka współpraca była zawsze postrzegana, jako warunek skutecznej polityki UE wobec Rosji. Ale dziś, paradoksalnie, mimo że polskie i niemieckie poglądy są bliższe sobie niż kiedykolwiek wcześniej, UE jest na skraju historycznej porażki w swoich stosunkach z Europą Wschodnią.

Oryginalny tekst artykułu w języku angielskim znaduje się tutaj.